Otworzyłaś oczy w świąteczny dzień. Zobaczyłaś mężczyznę patrzącego na ciebie swoimi pięknymi, zielonymi oczami. To był twój anioł, Harry Styles. Usiadłaś na łóżku przetarłaś oczy i chciałaś ruszyć w stronę łazienki, ale przystojniak, który właśnie leżał w twoim łóżku pociągną ci za rękę i powiedział :
- Czekaj, poleż chwile ze mną proszę.- zrobił maślane oczy i cię pocałował.- przecież są święta.
- Właśnie są święta, co oznacza, że jedziesz dzisiaj do rodziców.- uśmiechnęłam się.- a sam się przecież nie na szykujesz.
- Mamo, dama radę się sam naszykować.- pokazał tobie swój język.- Pojedziesz ze mną?- Zaczął całować cię po ramieniu, jakby to miało coś dać. Ty spojrzałaś się tylko w ziemię i nic nie mówiłaś.- Kochanie ?
- Niestety nie mogę.- spojrzałam na niego i dałam mu buziaka. Wstałaś i wreszcie ruszyłaś w stronę
łazienki. On podbiegł do ciebie i się do ciebie przytuli.
- Czemu?- spytał.- Chciałbym cię przedstawić swoim rodzicom.
- Harry przecież ja jadę do domu, a po drugie nikt nie wie o naszym związku, a po trzecie nie miało to być coś zobowiązującego.- wyrwałaś się z jego uścisków i poszłaś do łazienki. Chciało ci się płakać, wszystko wymknęło ci się spod kontroli.
- [T.I] rób co chcesz, zastanów się ja wychodzę i lepiej się zastanów,bo nad niektórymi rzeczami nie ma się kontroli.- krzyknął i trzasną drzwiami
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz