sobota, 13 października 2012

Samochód, lewarek, Louis part 2

* Dzień później, wieczór

       Byłaś już na miejscu. Czekałaś na chłopaka, którego poznałaś dzień wcześniej. Miałaś słuchawki na sobie, słuchałaś tego. Jak to w jesienny wieczór było cholernie zimno i ciemno.  Widziałaś wszystko dzięki  starej latarni. Miałaś na sobie jasny płaszcz z brązowymi guzikami,a pod nim żółty sweter. Założyłaś jeszcze  czarny szalik, jeansy i szare trampki.  Nie mogłaś się doczekać spotkania z Louisem, a zarazem bałaś się, że cię wyśmieje. Jednak w jednej chwili odpłynęłaś zaczęłaś nucić wraz z zespołem the xx.
-Cześć.- powiedziała osoba na którą czekałaś. Zdjęłaś słuchawki.
- Cześć- czułaś, że się uśmiechasz.- To gdzie idziemy?
- Może chodźmy do parku.- zaproponował-  Myślałem, że będziesz na mnie zła za to, że się spóźniłem.
- Powiedzmy, że mam nadzieje, że robiłeś coś co nie mogło zwlekać.Nie musisz mi mówić co, lepiej powiedz coś osobie, bo wiem tylko, że masz poczucie humor, jesteś zanadto pomocny i  jesteś gadatliwy... Od bratanicy wiem jeszcze, że uwielbiasz marchewki.
- Tak naprawdę to kocham marchewki i czasami zachowuje się jak dziecko. Uwielbiam nosić szelki i bluzki w paski.
- Mnie marchewki wkurzają w zupie, są strasznie natrętne, ja próbuje je wyminąć, a one bach na moja łyżkę. Co to ma być?!
- Następnym razem jak się spotkamy i będziesz jadła zupę to wyjem ci wszystkie!- krzyknął.
- To bardzo miłej z twojej strony.- w tym samym momencie potknęłaś się o  kamień. Od narodzi prześladuje mnie pech. Czemu akurat teraz musiał mi się uaktywnić. Czułaś, że się cała zaczerwieniłaś. Chłopak się ze mnie śmiał.- Nic mi nie jest, jakby cię to obchodziło.- podał ci rękę.
- Przepraszam, nigdy nikt się nie wywalił przy mnie na randcę.
- To nie jest randka!- przestał się śmiać.-Randka jest wtedy.. Chyba jednak to jest randka.
- Co mam zrobić, abyś mi wybaczyła?- powiedział z uśmiechem na ustach.
- Zatańcz przy tej latarni.
-Dobra.- zaczął biegnąć w stronę latarni.
- Żartowałam- krzyknęłaś, jednak on zaczął tańczyć. Zasłoniłaś oczy, chwilkę potem rozsunęłaś palce  śmiałaś się w niebo głosy. Ty zatańczyłaś ten jego taniec, który tańczył w X factorze.
- Skąd to znasz?- spytał.
- Bratanica mnie nauczyła- wyszczerzyłaś w jego stronę zęby.- Fajne z nas dzieciaki.
- A wydawało mi się, że jesteś poważniejsza i nie miła.
- Widać pozory mylą- wtedy złapał cię za rękę. Czułaś, że serce bije ci coraz mocniej. "Dziewczyno nie możesz tego zmarnować" to zdanie chodziło ci po głowię.
- Teraz to już na pewno jest randka- wyszeptał ci do ucha Louis. Zadzwoniła jego telefon.
-Sorki muszę odebrać.
  Gdy chłopak z kimś rozmawiał. zaczęłaś kopać kamyk. Zaczęłaś nucić swoja ulubioną piosenkę. Wtedy on się odwrócił.
- Liam potrzebuje mojej pomocy, więc muszę iść, chciałbym zostać ale Zayn pokłócił się o coś z Harrym i wyszła z tego niezła bójka, nie pomogło jeszcze to, że byli pijani.
- Mogę ci pomóc się z nimi po użerać, a poza tym uwielbiam patrzeć na pijanych ludzi.
- Naprawdę tego chcesz ?
- No jasne jak mogła bym nie pomóc panu Tomlinsonowi, przy którym się wywaliłam.
- Jesteś boska.
- To chodźmy.- krzyknęłaś.
- Są na drugim końcu parku.
Gdy doszliśmy na miejsce Liam i Niall próbowali uspokoić dwójkę. Blondynowi  to nie wychodziło,bo był trochę zalany.
-Przynajmniej dobrze się bawili- wyszeptałaś Lou do ucha.
- Fajnie, że już jesteś.- powiedział Liam do mojego towarzysza.-Nie mogę ich uspokoić.
- Zazwyczaj pomaga to-  chłopak z loczkami dostał od ciebie z liścia w twarz.
- Ał dlaczego ja?!- powiedział dosyć nie wyraźnie.
- Bo Pakistan był dalej.- krzyknęłaś.
-Może teraz się rozdzielmy- zaproponował Liam.- Ja wezmę Zayna, a ty ze swoją dziewczyną Harrego i Nialla.
- Ja jestem spokojny.- Podniósł lekko ręce.
-Chodź nie marudź- popchnął go Louis- Widzimy się jutro.- krzyknął do Liama.
 Gdy szliście z chłopakami do domu Louisa, wogóle się do siebie nie odzywaliście. Miałaś chociaż koło siebie Louisa. To była przyjemna myśl/
* Przed domem Louisa
- Na mnie pora- powiedziałaś.
- To była dragiczna randka i to wszystko przeze mnie.
- To była najlepsza randka w moim życiu, a ty gadaj sobie co chcesz.- spojrzałaś mu w oczy.
- Zadzwoniłem po taksówkę jak uspokajałaś Nialla.
- Dzięki.- Louis się do ciebie zbliżył, ty jednak go lekko odepchnęłaś.
- Czy to jednak nie za wcześnie?- przyjechała taksówka- no dobra, tak naprawdę to jest najlepsza chwila, ale tak bar...- delikatnie cię pocałował. W tym momencie czułaś, że to ten jedyny. Być może to prawda, że pierwszy pocałunek mówi wszystko.
- To była też moja najlepsza randka- i znowu cie pocałował.



 

poniedziałek, 8 października 2012

Samochód, lewarek i Louis part 1

    Zgubiłaś się i złapałaś gumę, jak by tego było nie miałaś ani klucz krzyżakowego, ani lewarka. Otuchy nie dawało ci również to, że miasto w którym właśnie byłaś, widziałaś ostatnio dziesięć lat temu. To miasto to Londyn. Nie myślałaś, że się zgubisz, jechałaś przecież z nawigacją. No cóż, ciocia, którą chcesz odwiedzić musiała poczekać. Wyłączyłaś radio,  wyszłaś przed swój samochód i zaczęłaś kopać w uszkodzone koło. Podszedł do ciebie jakiś zakapturzony chłopak.
-W czymś pomóc?- spytał.
-Nie spodziewam się żebyś miał lewarek i klucz krzyżakowy.
-Rzeczywiście nie mam, ale mam pomysł.- powiedział  szeroko się uśmiechając, ty tylko podniosłaś wysoką lewo brew. Zaczął się rozbierać.
-Aż tak zdesperowana nie jestem- wtedy chłopak się odwrócił.Rozpoznałaś w nim Louisa Tomlinsona. Zaczął machać rękami, krzyczeć i tańczyć. Nie musieliście czekać długo. Na poboczu stanęła jakaś fanka one direction i zarumieniona wyszła z citroena C3 i pożyczyła wam potrzebne narzędzia.
-Ja już sobie dam radę dzięki, a tak wogóle to jestem [T.I].- podałaś chłopakowi rękę.
- Nie wygłupiaj się.
- Ja to zrobię, a ty jak nie masz co robić to pogadaj z tą dziewczyną.- nie lubisz jak ktoś ci się dotyka do twojego bordowego nissana micry 1990 roku.  Podeszłaś do Louis, dopiero teraz zauważyłaś w co był ubrany. miał czerwone spodnie, białą koszule oraz szelki. Pasowało mu ten zestaw.
- Dzięki, że mi pomogłeś, może w ramach renkompensaty  dasz się gdzieś podwieźć.- pan Tomlinson szybko się pożegnał ze swoją koleżanką i ruszył w stronę samochodu. Twój samochód nie chciał jednak otworzyć swoich wrót przed jego obliczem i musiałaś podejść i otworzyć.
- To trzeba patentu Louis.- powiedziałaś. Wsiadłaś do samochodu i spytałaś.- Jak byś mógł mnie nakierować gdzie mam jechać to było by mi miło. Może wiesz gdzie jest [ podałaś ulice przy której mieszka  twoja ciocia].
-Wiem.- szelmowsko się uśmiechnął.
-Dzięki Bogu- krzyknęłaś-Mam nadzieje, że to miejsce gdzie chcesz jechać jest po drodze, bo nie chcę już nigdzie błądzić.
-Dwie ulice dalej od domu twojej ciotki.-stwierdziłaś.
Zawiozłaś go pod dany adres. Polubiłaś go. Ciężko ci było się z nim rozstać. Był taki miły, wesoły, a jego kawały był śmieszniejsze od tych, które opowiadali twoi znajomi.
- Mogę coś jeszcze dla ciebie z robić?- spytałaś. Czułaś się trochę zawstydzona.
-Umów się dzisiaj ze mną- powiedział stanowczo.
- Nie mogę- zrobiłaś smutną minkę.Już otwierał drzwi...- Jutro bardzo chętnie, ale daj mi swój numer telefonu.
-Nie bo zrezygnujesz, w tym miejscu o dwudziestej pasuje?
-Pasuje, ale już idź, bo chcę pojechać do ciotki.

  Fajnie by było, żebyście komentowali to pierwszy mój opublikowany imagin. Z góry dziękuje. Nie szczędźcie krytyki., bo nie wiem czy mam pisać drugą część.
 A tak wogóle to twój samochód:
Bożenka <3